Jednym z kluczowych elementów budujących klimat gier Tomb Raider jest sposób operowania światłem i kolorystyką otoczenia. W Tomb Raider 4: The Last Revelation oświetlenie odgrywa szczególnie ważną rolę, ponieważ akcja gry rozgrywa się głównie w malowniczym Egipcie - kraju, który kojarzy się z palącym słońcem, złocistymi piaskami i majestatycznymi, skąpanymi w świetle ruinami. W pierwszej połowie gry twórcom udaje się idealnie oddać ten klimat - światło naturalnie rozlewa się po świątyniach i pustynnych krajobrazach, a cienie budują atmosferę głębi i tajemniczości. Niestety efekt ten z czasem znika i mniej więcej od połowy przygody, gra zaczyna tracić swój pierwotny urok. Kolejne poziomy stopniowo toną w przytłaczającej szarości i ciemności, a cała estetyka zaczyna lecieć na przysłowiowy łeb i szyję.
Pierwszym momentem, w którym ten problem się ujawnia, jest etap City of the Dead. Po pięknie oświetlonych i klimatycznych lokacjach takich jak Tomb of Semerkhet czy Sacred Lake, gracz trafia do zrujnowanego nudnego miasta, w którym dominuje monotonna szaro-brązowa kolorystyka i nijakie oświetlenie. Brak wyraźnych kontrastów sprawia, że cały teren wygląda na mdły i pozbawiony głębi, a dodatkowa ciemność zamiast nastrajać jedynie utrudnia eksplorację. Co gorsza, ten problem nie kończy się na jednej lokacji - od tego momentu większość kolejnych etapów podąża tą samą drogą, serwując graczowi kolejne ponure miejsca, w których trudno znaleźć coś, co przyciągnie wzrok.
Najbardziej rozczarowujące jest to, że poziomy osadzone w rejonie piramid również cierpią na ten problem. Sphinx Complex, który mógłby być jedną z najbardziej imponujących lokacji, tonie w przygaszonych barwach i braku jakiegokolwiek światłocienia, który podkreśliłaby jego monumentalność. Podobnie wygląda sprawa z etapem Menkaure's Pyramid czy The Mastabas, które mogłyby zachwycać ciepłymi barwami pustynnego piasku, zostały sprowadzone do szaro-burego labiryntu, w którym trudno doszukać się czegokolwiek wizualnie interesującego. W efekcie zamiast zachwytu nad ogromem starożytnych budowli, gracz ma poczucie, że wciąż przemierza te same przygnębiające przestrzenie, które nie różnią się od siebie niemal niczym.
Taka zmiana stylistyki sprawia, że druga połowa The Last Revelation staje się znacznie mniej atrakcyjna wizualnie niż jej początek. W pierwszych lokacjach gra bawi się światłem, tworząc klimatyczne sceny oraz kontrasty, natomiast później zdaje się całkowicie rezygnować z tej koncepcji, pozostawiając gracza w monotonnych, zaciemnionych korytarzach, które ciężko nazwać interesującymi. W mojej opinii to jedna z największych wad tej gry.