Historia słynnej serii z przygodami nieustraszonej archeolożki pełna jest wzlotów i upadków, ale mało kto wie, jak blisko było realizacji projektu, który mógł ostatecznie pogrzebać jej ugruntowany wizerunek. Mowa o Tomb Raider: Ascension, czyli anulowanej wersji gry, która ewoluowała później w restart z 2013 roku. Choć ostateczny produkt przyniósł brutalną, ale wciąż rozpoznawalną opowieść o przetrwaniu, to wczesne plany studia Crystal Dynamics zakładały rewolucję w aparycji bohaterki tak drastyczną, że dziś możemy mówić o ogromnym szczęściu, iż ten projekt nigdy nie ujrzał światła dziennego. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że ta planowana transformacja zniszczyłaby to, co od zawsze stanowi absolutne serce franczyzy - unikalną, charakterystyczną główną bohaterkę.
Najbardziej uderzającym i symbolicznym konceptem, który zachował się na grafikach z tamtego okresu, była planowana zmiana fryzury Croft, a konkretnie pozbawienie jej wspaniałego warkocza na rzecz krótkich, niemal chłopięcych włosów. Choć scenarzyści z pewnością znaleźliby dla takiego kroku jakieś fabularne uzasadnienie - na przykład symboliczną próbę odcięcia się od przeszłości czy czysto praktyczne względy walki o przetrwanie w mrocznym środowisku - to dla samej postaci miałoby to tragiczne w skutkach konsekwencje. Warkocz w oczach fanów nie był czymś nieistotnym i tak jak pistolety czy charakterystyczny strój stanowił nieodłączną część wizualnej tożsamości. Skrócenie włosów sprowadziłoby Larę do poziomu przeciętnej, stereotypowej "chłopczycy", jakich jest wiele we współczesnych produkcjach, drastycznie obniżając przy tym ponętność i kobiecość bohaterki.
Dla społeczności skupionej wokół tej marki wygląd głównej postaci to fundament, na którym buduje się całe przywiązanie do jej historii. Drastyczne i nieprzemyślane transformacje tak kultowej osoby byłyby przez fanów odebrane prawie na pewno jako coś negatywnego, ponieważ bezpowrotnie zaburzyłoby to spójność z poprzednimi odsłonami, przy których ludzie dorastali i które kochali. Kiedy więc gracz sięga po kolejną część serii, oczekuje przemyślanej ewolucji, a nie całkowitego zacierania tożsamości ulubionej heroski.
Poza tym, gdyby ten pomysł przeszedł, Lara mogłaby szybko stać się łatwym nośnikiem ideologicznym. W czasach tak silnej presji, amerykańscy deweloperzy zamiast rozwijać uniwersum, mogliby świadomie lub nie, wykorzystać radykalnie zmieniony, mniej kobiecy wygląd podstaci do forsowania różnych wspieranych przez siebie inicjatyw. To z czasem zamieniłoby Larę w narzędzie do propagowania idei, a nie kogoś, kto powinien pozostać dla dobra wszystkich absolutnie neutralny. Obawa ta ma swoje solidne uzasadnienie także w tym, że twórcy od lat próbują po kryjomu przemycać do świata gry różne nawiązania, często kosztem wykreowanych wcześniej postaci czy wątków. Takie zatarte kobiece piękno bohaterki stałoby się więc paliwem do dalszych zmian, co ostatecznie spolaryzowałoby graczy i jeszcze mocniej podzieliło fandom.
Efekt, jaki by to przyniosło, mógłby być opłakany, tym bardziej że Crystal Dynamics jest podatne na zewnętrzne manipulacje i tak naprawdę nigdy specjalnie nie przejmowało się dbaniem o spójną ciągłość w serii. Widać to praktycznie w każdej przygotowanej przez nich przygodzie, gdzie prawie zawsze spychano dawne motywy w kąt lub traktowano je jako coś gorszego, wstydliwego i godnego wykasowania, bo jakieś mikroskopijnej grupie aktywistów coś nie pasowało. W konsekwencji, postać pozbawiona swojego najbardziej rozpoznawalnego atrybutu stałaby się dla wiernych fanów "obcym ciałem" w uniwersum, które znali i cenili. Taka wyrachowana zmiana nie byłaby odebrana jako naturalna ewolucja bohaterki, lecz jako jawna demonstracja braku szacunku dla fundamentów marki. Firma w przeszłości wielokrotnie pokazała ugiętość w tej kwestii, więc trudno jest im obecnie w pełni zaufać, wiedząc, że artystyczna integralność Lary jest stale wystawiana na próbę przez koniunkturalne decyzje zarządu.
Na szczęście, z nieznanych nam powodów, ten radykalny eksperyment wizerunkowy jakimś cudem wylądował w koszu. Nie da się ukryć, że była to jedna z najrozsądniejszych decyzji w historii zaangażowania tego studia w rozwój franczyzy. Pod płaszczykiem nowoczesności próbowano przeforsować zmiany, które mogły wyrządzić wizerunkowi bohaterki niepowetowaną krzywdę, zamieniając ją w postać pozbawioną charakteru, unikalnego stylu i kobiecego wdzięku. Rezygnacja z tych planów uchroniła Larę przed staniem się narzędziem politycznej walki idei i propagowaniem wynaturzonego feminizmu. Wszystko to pokazuje, jak niewiele brakuje do artystycznej tragedii i jak pozornie drobna decyzja może zapoczątkować procesy, które nie mają już nic wspólnego z duchem gier wideo.
Oczywiście mam świadomość, że powyższy scenariusz pozostaje jedynie moją osobistą interpretacją. Znając jednak historię deweloperów i ich specyficzny stosunek do uniwersum, nietrudno przewidzieć, jakie konsekwencje niosłyby za sobą tak radykalne decyzje. Na szczęście studio wydaje się powoli rezygnować ze swojej dotychczasowej, upartej polityki. Twórcy zaczynają dostrzegać, że nawet przy doskonałej oprawie technicznej i nowoczesnej rozgrywce, nie są w stanie zastąpić fenomenu klasycznej Lary własnymi, często wymuszonymi pomysłami. Najlepszym dowodem na ten zwrot jest remake Tomb Raider: Legacy of Atlantis, który w wielkim stylu powraca do korzeni i już teraz cieszy się znacznie większym zainteresowaniem niż poprzednie, kontrowersyjne projekty. Oby ta tendencja się utrzymała, dając fanom nadzieję, że studio wreszcie chce podążać z nimi ramię w ramię ku lepszej przyszłości, zamiast narzucać im własne, odgórne ścieżki.